Narsig

Wieczór i kilka kolejnych dni spędzili w spokoju, pozostawieni samym sobie. Żaden z trolli nie niepokoił ich, spoglądali tylko na piątkę niewielkich Dawców Imion z szacunkiem, jak na równych sobie.

Był wieczór 8 dnia miesiąca borrum. Urih i Torg po wspólnej wieczerzy zabrali adeptów z Huebri na naradę. Jonatan z wysiłkiem słuchał planów Uriha, język trolli był trudny i jedynie magiczny talent trubadura pozwalał mu pojąć zamiary głosiciela Thystoniusa.

Plan Uriha był dość ryzykowny. Adepci mieli wyruszyć wraz z grupą 60 trollowych wojowników wprost do miejsca, w którym mieszkał Narsig i trolle z klanu Wiernych Tordrama. Obozowało tam ponad 200 wojowników (połowa z nich to trolle z klanu Granitowych Kości, którzy przeszli na stronę Narsiga). Adepci mieli zakraść się do siedziby Narsiga przez jedno z tylnych wejść, ukrytych wysoko w górach (o którym wiedział Urih). W tym czasie wojownicy z klanu Kamiennych Szczęk, mieli zaatakować przeważające siły wroga, licząc na to, że głosiciel Thystoniusa przekona Granitowe Kości, by poparły swych sąsiadów). Adepci mieli pojmać Narsiga i wyprowadzić go z jego siedziby na pole walki. W ten sposób upadłyby morale Wiernych Tordrama i pierwszy krok do pokonania spisku Narsiga byłby uczyniony.

Przed świtem kolejnego dnia bohaterowie zostali zbudzeni przez jedną z żon Torga. Nie mieli wiele czasu, by się posilić, w ciemnościach czekał na nich jedyny drakkar klanu i 60 niecierpliwych wojowników. Wkrótce przemierzali mroźne przestworza ponad szczytami Tylonów. Z lękiem spoglądali w dół, na Uriha, który mimo sędziwego wieku z wprawą schodził w ciemniejącą pod nimi dolinę.

Stojąc przed rozpadliną wiodącą do wnętrza góry czekali na pierwsze promienie słońca. Wkrótce odkryli, że wejście do siedziby Narsiga jest strzeżone przez dwie, duże trollopodobne istoty. Sprytnie wywabili jednego z nich (ach ten zdolny Jonatan), a ku drugiemu ruszył Dwirnach wymachując swym straszliwym toporem. Nie przerażało go, że mógłby spokojnie przebiec między nogami olbrzyma. Walka był krótka, choć pełna emocji. Dzięki Delvenie i jej celnemu oku, a także magii Berna, szybko pokonali strażników, zanim ci zdążyli zaalarmować gwardię Narsiga. Droga do siedziby ksenomanty stała przed nimi otworem. Po drodze musieli uporać się z kilkoma przeszkodami, zanim dotarli do wielkiej komnaty, poprzedzającej wejściową salę kaeru (bo w istocie to był kaer wykuty w skale). Wtedy usłyszeli odgłosy bitwy dochodzące zza zawartych wrót. Czas zaczął ich naglić. Na szczęście dostrzegli trolla zdążającego w otoczeniu orków z Krwawych Włóczni, do jednej ze swoich komnat. Narsig zgodnie z przewidywaniami Uriha nie uczestniczył w boju, zapewne udawał się do swych komnat by przygotować magiczne wsparcie Tordrama i jego żołnierzy.

Adepci z Huebri szybko opracowali plan, jak pozbyć się orkowych gwardzistów. Wkrótce też w wąskich korytarzach wybuchła krwawa walka. Olaf i Jonatan (zwłaszcza ten pierwszy) bardzo mocno ucierpieli, szczęściem magia nie opuściła Delveny i jej strzały szybko zrobiły porządek z orkowymi wojownikami. Nieco mniej szczęścia miał Bern, ale w końcowym efekcie każdy z adeptów miał swój udział pokonaniu gwardii Narsiga.

Z pośpiechem piątka bohaterów dotarła przed drzwi wiodące do komnat ksenomanty. Na przeszkodzie stanęła im magia chroniąca prywatność trolla. Bern zaglądając ostrożnie w przestrzeń astralną stwierdził z przerażeniem, że jest ona zanieczyszczona przez horrora, co mogło wskazywać na splugawienie Narsiga…

Po kilku gorących minutach (dość dosłownie gorących) stali w przedpokoju komnat Narsiga. I wtedy zmaterializował się koszmarny kształt. Gdyby nie to, że skupił swą złość na Dwirnachu (zaciekle broniącym swojej skóry), to pewnie adepci nie mieli by z nim szans. A jednak pokonali stwora czymkolwiek on był.

Gdy Dwirnach roztrzaskał zamek drzwi, powitała go ciemność i okropny ból powalający na posadzkę. Wkrótce i Bern i Delvena podzielili jego los. Jedynie Olaf i Jonatan bohatersko wbiegli w ciemność pokoju… Cofnęli się jednak krzycząc z bólu, skostniali od zimna. Gdy ciemność się rozwiała ujrzeli Narsiga stojącego w kącie swej komnaty i splatającego kolejne zaklęcie. Dwirnach wręcz popłynął w powietrzu, przez lodowatą przestrzeń szczypiąca każdy z jego zmysłów, reszta adeptów wpadła za nim…

Jeden cios obuchem zdołał powalić na kolana trollowego ksenomantę, jednak wszyscy adepci odczuli jego potęgę, bolesne, przenikające zimno, które mroziło serce i zmysły. Zabierało oddech i pozbawiało sił. Jonatan i Olaf padli na posadzkę… Olaf, cały skostniały miał już nigdy nie wstać. Dla niego słońce zaszło na wieki w kaerze klanu Wiernych Tordrama…

Gdy adepci wyprowadzili Narsiga na plac wiodący do wrót kaeru, ukazał im się obraz krwawego pojedynku między dwoma grupami trolli… Gdyby nie Urih, nikt z walczących nie zwróciłby na nich uwagi. To jego przemowa i słowa Jonatana przerwały walkę. Tordram, Torg i dwie setki trolli stały kręgiem wokół adeptów i leżącego w więzach Narsiga. Po kolejnej mowie Uriha w stronę ksenomanty poleciały kamienie…

Jakże przewrotne są wyroki pasji. Dwaj wrogowie, jeszcze rankiem mieli serca wypełnione wzajemną nienawiścią. Teraz z zadumą spoglądali na kamienny kopiec wznoszący się u stóp wrót kaeru.

Lecz Thystonius był nienasycony tego dnia. Jego głosiciel Urih na nowo rozgrzewał serca trolli. Nadszedł czas na zapłacenie długu Krwawym Włóczniom i pomniejszym, zdradzieckim klanom. W Tylonach było miejsce tylko dla trzech wielkich trolli: Tordrama, Torga i Travisa, wodza Granitowych Kości. Dwustu wojowników wraz z naszymi adeptami ruszyło w stronę przełęczy, wiodącej wprost do doliny, gdzie obozowało wielkie plemię orkowych nomadów. Nim słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, bój rozgorzał na nowo. Nikt nie brał jeńców i nikt nie prosił o przebaczenie…

Po bitwie Urih z dumą przedstawiał przy ognisku adeptów z Huebri… Dzielny Bern, zakrwawiony po uderzeniu orkowym toporem, ledwo co odzyskał przytomność. Podobnie jak Delvena, której strzały ocaliły życie samego Torga. Gdyby nie topór Dwirnacha, dziewczyna nie przeżyłaby ataku dwóch rozjuszonych kawalerzystów. Trubadur Jonatan, spoczywał przy ognisku. Jego miecz dosięgnął samego Kurgasta Czerwone Ramię, brata wodza Krwawych Włóczni. Trubadur przypłacił to potężnym ciosem włócznią, lecz zyskał wiele w oczach Thystoniusa…

Jedynie Olaf, spoglądający szklistymi oczyma w niebo Barsawii budził smutek w sercach adeptów…

Musiało upłynąć kilka dni, by Delvena i Jonatan doszli do zdrowia (twardym krasnoludom zajęło to o wiele mniej czasu). Torg był bardzo dumny z sąsiadów z Huebri, zaproponował przysięgę pokoju, a samych adeptów obdarował tatuażami klanu, odtąd mogli czuć się równymi pośród trolli Kamiennych Szczęk, Granitowych Kości i Wiernych Tordrama…

Całe Huebri z niepokojem patrzyło na szybujący ponad szczytami drakkar. Dopiero gdy ujrzeli schodzących po linie swoich przyjaciół, odetchnęli z ulgą.