Na własną rękę

Wraz z przybyciem Kiaura z Indrisy, zakończyliśmy pewien rozdział w życiu adeptów. Wrócili do Barsawii, odszukali swoje korzenie i odnaleźli własne miejsce. Poniżej opisuję wydarzenie pozasesyjne, które są wynikiem planów i działań bohaterów graczy.

4 Strassa 1499 TH

Początek roku jak zwykle bywa leniwy. Tym razem Karam świętował w otoczeniu swojej nowej rodziny z Indrisy. Wkrótce jednak trzeba było wrócić do codzienności. Wczoraj uspokoił zmysły medytując nad jednym ze swoich talentów, dziś wybrał się do Kuźni Mongura, załatwić sprawę orichalkowej monety. Sędziwy troll odesłał go do Voreliana, krasno ludzkiego Zbrojmistrza IX Kręgu. To był ten sam Vorelian, którego Karam pokonał na Turnieju.

Krasnolud przerwał pracę nad długim, złoconym sztyletem. Wysłuchał Łowcę. Zgodził się stworzyć ziarno orichalku potrzebne do wykucia monety, pod warunkiem dostarczenia ziarna esencji drewna. Kuźnia Mongura nie posiadała chwilowo w swoich zasobach esencji drewna. Niestety, tylko Vorelian i komendant stoczni – Fagron Pieśń Kryształu dysponowali magiczną zdolnością tworzenia orichalku. Łowca udał się do Jandara, by dopytać o możliwość zdobycia esencji drewna.

Stary Ksenomanta nie potrafił mu pomóc, skierował go do urupańskich kupców lub cechmistrza Gildii Magów – Emerica Razury. Jandar złożył jednak Karamowi inną propozycję. Po fakcie rozwiązania Straży Błękitnej Róży przez Fellidrę Jer i zwolnienia Jandara z funkcji Opiekuna Ogrodów, Ksenomanta został również zmuszony opuścić przyogrodowe budynki. Jednak w głowie miał sprytny plan, jak wykorzystać na swoją korzyść to wszystko co udało mu się osiągnąć.

Zaproponował Karamowi wstąpienie do spółki, przypieczętowane pokojem krwi. Jego grupa miałaby działać na żądania bogatych zleceniodawców, wykonując podobną pracę do tej, świadczonej w ogrodach. Grupa złożona z Ksenomantów, Łowców Horrorów i Wojowników mogłaby by stanowić sprawny potencjał do usuwania astralnych zagrożeń. Jandar nie ukrywał, że interesuje go zarówno działalność badawcza, jak i plądrowanie kaerów w poszukiwaniu bogactwa i wiedzy. Karam nie był do końca przekonany co do intencji Ksenomanty, więc ostrożnie odmówił.

xxx

Dwirnach w tym czasie naradzał się z Kiaurem, względem przyszłości ich i maga w Urupie. Wojownik miał zarezerwowane terminy, jutro zaczynał szkolenie umiejętności, na początku przyszłego miesiąca zaczynał się uczyć sztuki konwersacji, a zaraz potem chciał awansować na wyższy krąg.

Kiaur na razie nie miał wielkiego rozeznania w obecnej sytuacji Urupy. Chciał poznać co dzieje się w Barsawii i pomóc w jakiś sposób przyjaciołom. Planował odwiedzić głosicieli Garlen w Urupie i spróbować tam się zakotwiczyć. Postanowił też pomóc w szukaniu wiedzy o magicznych przedmiotach, jakie zgromadzili do tej pory. Jutro zamierzał odwiedzić urupańską bibliotekę.

xxx

Sivarius pilnie studiował na zajęciach z wiedzy o magii. Nie próżnował i w przerwach udało mu się tak dogadać z Gildią Magów, że z początkiem miesiąca Charassa mógłby zacząć szkolenia w swojej drugiej dyscyplinie – Mistrza Żywiołów. Co prawda opłata wzrosła prawie dwukrotnie, ale też konserwatywni Elementaliści z Urupy, nie chcieli tanio dzielić się wiedzą z Czarodziejem. Sivarius spełniał już wymagania, zostało mu więc tylko sporo teorii i rytuał awansu. Tymczasem prawie cały Veltom miał mu zejść na zgłębianie sztuki alchemicznej i podnoszenie swoich kwalifikacji.

17 Strassa 1499 TH

By przyzwać dawnego mentora, Idharisa – Karam użył również magii krwi. Po wczorajszym niepowodzeniu, dziś nie chciał ryzykować. Wypowiedział Prawdziwe Imię swojego mentora: Tego, który brodził wśród cieni przodków i zakończył rytuał. Spojrzeniem astralnym ogarnął okolicę, pierwszy raz rytualnie przyzywał nauczyciela. Po chwili zauważył w astralu zbliżającego się ducha, pomyślał, że duch Idharisa włóczy się po przestrzeni astralnej, zamiast spokojnie przebywać w zaświatach zmarłych. Gdyby Idharis bytował w królestwie Śmierci, wpierw otworzyły się portal do przestrzeni astralnej… Ale tu Karam nie miał pewności. Pozdrowił dawnego mistrza z szacunkiem i wręczył mu owalny krążek złota, wzbogacony ziarnem orichalku – magiczną monetę, wolną od zaklęć. Zapłacił za nią Theobaldowi ponad 1350 srebrników…

xxx

W tym samym czasie, Dwirnach spał głęboko, zmęczony treningiem Straszliwego Ciosu. Kiaur wynajął sobie mały pokoik w pobliżu Świątyni Garlen i właśnie kończył pić herbatę i rozmawiać ze swoim duszkiem karmicznym. Zbliżała się północ, a on miał za sobą pracowity dzień w Urupanskie bibliotece. Szukał wiedzy na temat pewnego amuletu, który wręczył mu Dwirnach dwa tygodnie temu. Był pewien, że jutro uda mu się znaleźć coś ważnego.

Zastanawiał się nad prezentem dla dziecka Karama. Tizkara miała urodzić za dwa miesiące. Postanowił, że przygotuje dla maleństwa drewnianą grzechotkę i zmyślną karuzelę z figurkami Pasji (oczywiście Garlen będzie wyróżniona). Z tego co mówił Łowca, to ich znajomy Czarodziej – Sivarius, miał przygotować drewnianą kołyskę, był mistrzem stolarstwa. Kiaur zadeklarował, że z przyjemnością ozdobi kołyskę swoimi rycinami, robiąc niej artystyczne dzieło.

xxx

Guinde uściskał dłoń Czarodzieja i zamknął warsztat. Sivarius z Tansiardy, znany stolarz, inżynier i mag poprosił go o pomoc. Guinde udostępniał więc wieczorami swoje narzędzia magowi. Sivarius pracował nad drewnianym klocem, pracowicie zmieniając jego kształt. Po trzech dniach z bloku drewna magowi udało się wytoczyć idealny walec, lekko zwężający się w jednym końcu. Po kolejnych sześciu, wnętrze walca zostało wybrane i oszlifowane. Guinde, wziął sakiewkę srebra i raz jeszcze podziękował magowi, że zaszczycił go zaufaniem.

Sivarius uczynił pierwszy, najłatwiejszy krok, by stworzyć magiczny przedmiot, który stanie się matrycą na zaklęcia. Teraz musiał zastanowić się, czy użyć esencji drewna czy orichalku i jak długo umagiczniać przyszłą matrycę.

26 Veltom 1499 TH

Sivairus próbował uspokoić nerwy. Wziął głęboki oddech i oparł dłonie o kołyskę. Wiedział, że pracując nad przedmiotem, mającym służyć dziecku, niedobrze było poddawać się złym emocjom. Mogłoby to symbolicznie przenieść się na niemowlę. Spojrzał na dzieło swoich rąk. Piękna kołyska, wzorowana na elfickich wyrobach z Shosarry, jakie widział w Wielkim Targu, musiała przypaść do gustu Tizkarze i jej indrisańskiej rodzinie. Cieszył się, że zdobieniem mebla zajmie się Kiaur. On będzie mógł poświęcić się pracy nad magiczną obręczą, z której zamierzał wykonać matrycę. Ale jak tylko wspomniał Jandara, fala wściekłości zalewała jego umysł. „Stary cap i przeklęty złodziej!” W zeszłym tygodniu Czarodziej dowiedział się o wyprawie Ksenomanty. I to pokątnie, od jednego z trollowych Marynarzy, podczas swojej wizyty w Otosk. Od Karama wiedział, że Jandar zorganizował sprawną drużynę adeptów, których praktycznie przejął ze Straży Błękitnej Róży. Po rozwiązaniu Straży i dymisji Jandara, Ksenomanta zaczął działać na własną rękę. Zatrudnił Shiannę, Ekara i zdolnego Ksenomantę VI Kręgu – Murgosa Valu, a także Wojownika z Biharj, Dumbira Graka. Dołączył do grupy Jandara również elfi Zwiadowca, Ildramis Chyży. I właśnie w takim składzie – bez Ekkara, drużyna Jandara wynajęła drakkar z Otosk i udała się do Kaeru Szpon! Przez długi czas Sivarius traktował Kaer Szpon jako swój własny. Wręcz przyzwyczaił się do myśli, że jak tylko upora się z pracą nad obręczą, to wraz z Dwirnachem, Karamem i może Kiaurem, poleci zbadać dokładnie podziemia kaeru. Tymczasem chytry Ksenomanta ich ubiegł!

xxx

Wojownik słuchał z uwagą Karama. „Ośmieliłem się zapytać Idharisa, co było przyczyną jego śmierci. Tak jak ci nadmieniłem, Tyrlaan. Duch mi powiedział, że elf ścigał go aż do Parlainth. Idharis miał przy sobie jeden z magicznych sztyletów – Ostrzy. Dokładnie tych, które znaleźliście w magicznej skrzyni na dnie jeziora i z którymi potem mieliśmy tyle problemów. Tyrlaan dążył do tego, by przejąć wszystkie siedem. Mało co nie zabił P’rk, wedle słów Idharisa. Mój mentor zginął z ręki Tyrlaana. W ten sposób elf zyskał kolejny sztylet. Sądzę, że zniszczenie Huebri również jest jego zasługą. Fakt, że nagła śmierć zastała Idharisa, spowodował uwięzienie jego ducha w przestrzeni astralnej. Powiedział mi tylko, że gdyby udało nam się odebrać sztylety Tyrlaanowi i zneutralizować ich zgubny wpływ, jego dusza zaznała by spokoju i mogła odnaleźć drogę do królestwa Śmierci.

xxx

Kiaur przetarł załzawione oczy. Spojrzał na swe notatki i kopię amuletu, jaką pracowicie naniósł na kartę pergaminu. Skupił się w badaniach dotyczących przedpogromowych zapisków. Wiedział, że jego przyjaciele zabrali amulet z ciała jednego z wietrzniackich magów, spoczywających w Kaerze Szpon. Cudem chyba zauważył ilustrację w jednej z ksiąg, przedstawiającą wietrzniaka z wiszącym na szyi bardzo podobnym przedmiotem. Wziął szkło powiększające i starał się magią talentu, odcyfrować maleńkie symbole w rogu ilustracji. Księga nosiła tytuł: „Jak Worbil i Dunkan pomogli przetrwać Długą Noc”. Drobne literki składały się ze starożytnych znaków wietrzniackiego języka, którego po Pogromie nikt już prawie nie używał. Kiaur odcyfrował: „Worbil z amuletem śmiałości stawia czoło wyzwaniu Dunkana”. Szybko zapamiętał całą stronę tekstu i wrócił przed zmierzchem do swego pokoju, wynajętego w Przytułku Potrzebujących – niewielkiej noclegowni, jaką głosiciele Garlen otworzyli w Dzielnicy Przybyszów dla ubogich. Kiaur został tam przyjęty z radością i za niewielką opłatę dostał całkiem przyjemną kwaterę. Usiadł nad amuletem. Usiłował przypomnieć sobie tekst i zajrzeć astralnie, badając przedmiot. Gdy wymówił nazwę przeczytaną na ilustracji, niewielkie magiczne symbole, zaczęły płonąć w przestrzeni astralnej. Przeczytał napis w magicznym języku: „Eerdoth”. „Hmm jakież to było proste” – pomyślał i się odprężył. „Eerdoth Amulet Śmiałości” – powtórzył smakując słowa.

8 Charassa 1499 TH

Karam był z siebie dumny. Czuł moc. Gdy Idharis zakończył jego szkolenie i awansował go na VII Krąg, zobowiązał go jeszcze: „Pamiętaj, nie mogę być świadkiem twojej misji i uznaję rytuał za dopełniony, lecz sam przed sobą musisz uznać się za godnego Ścieżki. Każdy z nas ma obowiązek udowodnić, że jest godny awansu. Wedle swego sumienia wybierz przeciwnika. Dopóki tego nie dokonasz, nie wolno ci prosić żadnego mentora o rytuał awansu na wyższe kręgi”.

Karam przyjął to za oczywistość. Wspomniał podświadomie o Księdze Wygnania i Horrorze Duaga. Gdyby udało mu się stawić czoła bestii…? O ile jeszcze włóczy się po Barsawii.

Leżał teraz na sofie wspominając ogromny ból, jaki wywołała w nim nauka talentu Powietrznego Łupieżcy. Trolle wywiązywały się z obietnicy i uczyły Karama talentu Ognistej krwi. Lecz Łowca nie przypuszczał, że zmuszenie magią swego organizmu do tak nadnaturalnej regeneracji, wywoła w nim niespotykany ból.

xxx

„Szukałam cię wszędzie” – w oczach Andany widział panikę – „Tizkara mi powiedziała, że jesteś w Otosk i szkolisz się u Baraka.” Dwirnach otarł pot z twarzy, był cały zdrętwiały, po tym jak troll nakazał mu stać na jednej nodze na szczycie słupa i symulować rytuał karmiczny. „Od trzech miesięcy nie mam żadnej informacji co się z nim dzieje. Lothred mi powiedział, że Dagni miał schronić się u dalszej rodziny jego pierwszej żony… Wybacz, że przychodzę z tym do ciebie, ale możesz mi pomóc?” Dwirnach spojrzał na nią łagodnie. „Jeszcze dwa tygodnie muszę terminować u Baraka. Jak tylko skończę, spróbuję się czegoś dowiedzieć. Lecz wpierw powiedz co ty wiesz, co się stało?”

Wedle opowieści Andany, Dagni został uznany winnym niekompetencji, podczas wydarzeń w Dzielnicy Szponów pod koniec miesiąca Riag 1498 TH. Kapitan szwadronu, Mikarth, został osadzony w więzieniu za dopuszczenie do krwawych zamieszek. Wszyscy jego oficerowie, w tym Dagni, mieli również być poddani osądzeniu. Panował chaos, wielu żołnierzy unikało potem dzielnicy, bojąc się zemsty orków. Dagni wypłynął 27 Riag, ukryty na pokładzie Złotej Orchidei, wraz z Lothredem. Martell dopilnował, by przybrany syn opuścił pokład statku nocą i wyruszył Szlakiem Pielgrzymek w kierunku Tansiardy. Było to dokładnie 16 Teayu. Lothred mówił, że polecił mu iść aż do Domu Sytrisów i tam odbić na zachód, górskimi ścieżkami w stronę Throalu, wzdłuż rzeki Alidar. W jednej z górskich osad – Gatergail, żyła krasnoludzka rodzina Jerreków, krewniacy rodu jego pierwszej żony. Gdy Lothred z Andaną byli w Tansiardzie, kupiec opuścił żonę na kilka dni i popłynął do osady górali, by spotkać się z synem. Jednak Dagni nigdy tam nie dotarł…

xxx

Jego indrisańskie szaty całkowicie były przesycone kwaśnym zapachem owiec. Kiaur tego dnia darował sobie badanie ksiąg. H’kkori, przywódczyni świątyni Garlen, poprosiła Kiaura, by wraz z obsydianinem Otrovikiem, głosicielem Jaspree i adeptem Obrońcą natury, udał się na północ Urupy, gdzie orkowie z Żelaznych Szponów wypasali swoje stada. Od kilku dni, zadziwiająco często padały młode owce i Llorga zwróciła się z prośbą o pomoc do głosicieli.

Kiaur gdy tylko przybył na miejsce, wiedział już o co chodzi. Jego zmysły Ksenomanty mówiły mu, iż wzgórze, na którym wypasały się owce, zostało wieki temu usypane przez Dawców Imion i kryje w sobie doczesne szczątki jakiegoś ludu. Wyczuwał również wokół obecność duchów. Wraz z Otrovikiem doglądnęli bardziej chorych sztuk. Kiaur nakazał orkowym pasterzom natychmiast opuścić wzgórze i ostrzec innych, by omijali ze swoimi zwierzętami to miejsce. Wracając do Urupy, zagadnął Otrovika o możliwość skorzystania z ksiąg zgromadzonych w Nehem. Wielki obsydianin zaprosił go w czasie kolejnego nowiu, gdyż tylko wtedy i podczas pełni, wrota Domu Omeyrasa otwierają się przed obcymi.

xxx

To było łatwe. Czarodziej ukrywając uśmiech pobłażania, wysłuchiwał opowieści krasnoluda Leabbi. Zawiłe tłumaczenia o harmonii między żywiołami, błyskawicznie wizualizował sobie jako symbole, wzajemnie na siebie oddziałujące. Całość wiedzy Mistrza Żywiołów była przez Sivariusa przekładana na język Czarodzieja. Ale gdy Leabbi przeszedł do zaawansowanej techniki pozyskiwania esencji, Sivarius naprawdę się zaciekawił. Krasnolud docenił talent Czarodzieja i predyspozycje do pracy z drewnem. Esencję drewna było najtrudniej pozyskać i była ona najrzadsza, kto wie, czy Sivarius wewnętrznie nie miał więcej smykałki do bycia Mistrzem Żywiołów niż Czarodziejem? Na szczęście doskonale udawało mu się łączyć jedno z drugim.

15 Charassa 1499 TH

„Jeszcze tylko siedem dni Dwirnachu” – mruczał pod nosem Wojownik uwieszony na cumie Velotha na jednej ręce. Barak stał na pokładzie rozpromieniony niczym słońce w Sollusie. Blask księżyca delikatnie kładł się fioletowym światłem na głowie trolla. „Brawo, krasnoludzie. Nie darmo masz klanowe blizny. Właśnie minęła druga godzina. Możesz teraz zmienić rękę. Będziemy medytować jak unikać riposty Fechmistrzów…”

xxx

Kiaur zaspany pospiesznie dreptał za Bethel. Zbliżała się północ. „Ruszajże się Kiaurze, musimy zdążyć na czas nieprawdaż?!” Ksenomanta odburknął coś niezrozumiałego po therańsku. Dzisiejszy dzień spędził znowuż w bibliotece i jego irytacja osiągnęła szczyt. Przejrzał już chyba całą zawartość księgozbioru, pod kątem swoich poszukiwań i nie znalazł nic. Postanowił, że spędzi tam najwyżej trzy kolejne dni i poprzestanie na tym. Być może wiedzy trzeba szukać gdzie indziej… Prawie biegł za Bethel do Dzielnicy Zennice. Właśnie przemierzali plac przed ambasadą Throalu, gdy wręcz zachwiał się pod wpływem astralnego sygnału. Ktoś w pobliżu przyzywał potężnego ducha…Kiaur, teraz już w pełni rozbudzony spróbował zajrzeć w astral. „Hmm…spodziewałem się” – mruknął z rezygnacją. Odbicie astralne budynku ambasady, było zamaskowane zaklęciami nazwanymi w takim stopniu, że nie dałby rady wejrzeć za ściany. No ale teraz ważniejsza była Tizkara…

xxx

„Wyjdź Karamie!” – głosem nieznoszącym sprzeciwu, Hashindar nakazała Łowcy. Karam wyszedł do przedsionka. Wkrótce przywitał Bethel i Kiaura. Głosicielka pospieszyła do pokoju, a Ksenomanta pozostał z Vorstem. „Będzie dobrze, nie masz się czym przejmować. Bethel mówi, że to jeszcze nie czas, ale bądź dobrej myśli. Jak minął dzień?”. Karam był dziś w Otosk, w kuźni Mongura i wybrał dla siebie odpowiedni, prosty miecz. Poprosił zbrojmistrzów, by osadzili w rękojeści mały kryształ świetlny. Zapłacił im od ręki 210 sztuk srebra, za osadzenie kryształu i ponowne wyważenie broni. Zamówił również o usługę przekucia miecza. Musiał więc dopłacić kolejnych 180 srebrników… „Wszystko w porządku, Karamie” – przerwała im Bethel wychodząc. „Po prostu wczesny alarm. Dziecko musi jeszcze trochę posiedzieć w brzuchu, ale Tizkara nie powinna się przemęczać” – dodała na odchodnym.

xxx

„Naprawdę muszę to robić?” – zżymał się Sivarius. Leabbi z uśmiechem potaknął. Czarodziej, rozdział się do pasa i zaczął splatać zaklęcie. W umyśle pojawił mu się jaśniejący wzorzec, musiał jedynie utkać wątek. „Rzuć je teraz!” – nakazał krasnolud. Sivarius posłusznie zanurzył głowę w beczce pełnej wody. Wziął oddech i jego płuca napełniły się chłodną cieczą. Na moment ogarnęła go panika. Zaklęcie jednak działało. Schylił się do dna i w mroku wody wyszukał leżący na dnie beczki pierścień. Trochę zajęło mu to czasu. Ręce miał schowane za plecami, musiał więc polegać wyłącznie na zębach i wargach. Przełożył pierścień do maleńkiej szkatułki i nosem zatrzasnął wieczko. Wiedział, że bez zaklęcia dawno zachłysnąłby się wodą. Schwycił w zęby szkatułkę i rozbryzgując wodę po komnacie, wynurzył się gwałtownie. „Bardzo dobrze, zdane…” – spokojnie powiedział Leabbi.

21 Charassa 1499 TH

W mieszkaniu Karama panowała jakaś świąteczna atmosfera. Łowca zwykle wracał wieczorem, całymi dniami trenując i ulepszając swoje umiejętności. Tym razem nie mógł wejść do swego mieszkania. Już od progu widział stojący tłum elfów. Większość z nich znał z widzenia, to sąsiedzi i sąsiadki z Liandril. Wszyscy przyszli z koszami kwiatów. O tej porze, kiedy dzień był coraz dłuższy, na wzgórzach klifu zakwitały przepiękne kwiaty. Karam aż kręciło w nosie. Zrozumiał co mówiła Hashindar, zaczął się okres Oczekiwania Ar’laana. Kiaur uwijał się między elfami, wieszał właśnie na drzwiach wspaniały arras, przedstawiający Garlen czule tulącą gromadkę elfich dzieci, uśmiechnął się do Karama: „Później ci coś opowiem”

xxx

Krew ciekła Dwirnachowi z nosa. Dostał potężnie pięścią Barak i na nic zdał się jego unik. Potężny troll, którego bicepsy i barki lśniły od potu, uśmiechał się zadziornie. Wokół stał krąg uczniów Baraka, jakich dotąd wytrenował. Barak zawsze zapraszał wszystkich obecnych w Urupie, na Rytuał Awansu. I przeprowadzał go osobiście. Dwirnach przyglądał się wcześniej podopiecznym trolla, głównie byli to Wojownicy trollowej rasy, ale również ludzie, orki i kilku krasnoludów. Otrząsnął się z rozmyślań i przemknął pod ramieniem trolla, odbijając od ziemi, efektownym saltem przeleciał na druga stronę kręgu. Odwrócił się i błyskawicznie, pomknął w górę używając magii Ścieżki. Wisząc nad głową Baraka, zasypał go gradem kopnięć, które troll z trudem blokował. Gdy Dwirnach opadł na ziemię, zorientował się, że uczniowie Baraka rytmicznie uderzają stopami w ziemię. Mentor patrzył triumfalnie na krasnoluda. Dwirnach stał się Wojownikiem VII Kręgu.

xxx

„No więc?” – zapytał Łowca. „Przyglądałem się mieczom, które zdobyliście w wyprawie do Kaeru Szpon. Od dwóch dni badam je wieczorami. Oba mają wręcz identyczne wzorce. Wypełniają one o dziwo prawie cały miecz, dlatego podejrzewam, że broń został stworzona w jakiś niecodzienny sposób. Gdyby to była magia żywiołów, widziałbym ślady esencji. Nie ma też żadnego ducha zaklętego we wzorzec. Tak więc broń musiała zostać stworzona mocą. Być może rzucono jakieś rytualne zaklęcie, albo nadano Imię tym przedmiotom. W centrum wzorca, widnieje niewielka kula, w której dostrzegłem odbicie górskich szczytów. Wokół kuli unoszą się chmury, złożone z brudnej energii astralnej. Mam wrażenie, że broń została stworzona przez Horrora. Mówiliście, że używały jej dwa stwory, chroniące nawiedzonego Ksenomantę. Więc mam prawie pewność. Nie używałem co prawda energii karmicznej w badaniach, ale spróbuję później bliżej zbadać wzorce. Jeśli Horror został unicestwiony – to nie sądzę, by w przedmiocie byłą aktywna zła moc potwora. Choć to tu Karamie powinieneś wiedzieć więcej…”

xxx

Sivarius odpoczywał i koncentrował się przed jutrzejszym rytuałem. Leabbi nie okazał się bardzo wymagającym nauczycielem. Polubił Sivariusa i jego zacięcie do pracy w drewnie. By awansować na II Krąg, wystarczyło Sivariusowi rzucić zaklęcie Skrzela w obecności Leabbiego. Poza tym Czarodziej chciał wykorzystać mentora, do pomocy w nauce zaklęć z ksiąg, jakie zdobyli na wyprawach. Leabbi przychylnie się do tego ustosunkował, sam przejrzał z zaciekawieniem księgę zaklęć wietrzniackiego Mistrza Żywiołów. Nawet wybrał dla siebie kilka zaklęć, w ramach zapłaty za pomoc w studiowaniu wzorców. Następny tydzień SIvarius chciał wykorzystać na naukę zaklęć, Leabbi zgodził się go instruować do 7 dnia miesiąca Rua, potem musiał radzić sobie sam . Później zamierzał zająć się pracą nad przedmiotem – matrycą.

28 Charassa 1499 TH

Karam oczekiwał zdenerwowany. Zgodnie z Rytuałem Narodzin, zasiedli w pokoju Dwirnacha. Sivarius, Kiaur, Dwirnach, Likard i Kassandra, a także indrisańscy goście, snuli gawędy o przyszłości dziecka Tizkary i Vorsta. Dzielili się legendami i historiami. W końcu, około południa z pokoju, w którym zamknęła się z Tizkarą, Bethel i jej matka, Hashindar, usłyszeli głośny płacz niemowlęcia. Po dobrym kwadransie, Bethel wyszła do zebranych z maleńkim zawiniątkiem. W granatowo złocistym kocyku leżało niemowlę, teraz już umyte i natarte oliwką. Łowca z czułością spojrzał na małą główkę, pokrytą czarnymi włoskami, na spiczaste, elfie uszy i zajrzał w duże, granatowe oczy niemowlęcia. Chwycił ostrożnie dziecko od Bethel i ruszył w kierunku okna. Hiruen uchylił okno, do pokoju wdarł się wiatr i zapachy ulicy. „Na ogień i wodę, na ziemię i powietrze, na drewno i żelazo – wzywam moce żywiołów, by przyjęły to dziecko, wkraczające na drogę sławy i mądrości. W obliczu duchów Vorstów i duchów elfów z rodu Tizkary, nadaję ci imię Idharis, imię, które mój mentor nosił z dumą i radością. Synu, będziesz Tym, który niesie światło i radość najbliższym. Oto twoje Imię!”.

3 Rua 1499 TH

To nie była łatwa rozmowa. Dwirnach patrzył w stalowe oczy Lothreda. Mąż Andany był szczupły jak na krasnoluda. Twarz wyrzeźbiły mu lata zmagania się z trudnym losem średniozamożnego kupca. Wojownik uścisnął mu dłoń: „Dziękuję za wszystko. Teraz mam choć szczątkową wiedzę, co mogło dziać się z Dagnim. Spróbuję jakoś pomóc, choć muszę kilka spraw przemyśleć. Po takim czasie wszelkie ślady dawno zostały zatarte. Trzeba by po prostu ruszyć i pytać, szukać… Muszę się zastanowić. Żegnaj Lothredzie.” „Do zobaczenia” – odparł kupiec.

21 Rua 1499 TH

W ciągu ostatniego tygodnia, Sivarius zdołał wyuczyć się wielu zaklęć z badanych ksiąg. Poznał praktycznie wszystkie zaklęcia I i II Kręgu z ksiąg Mistrzów Żywiołów, znalezionych w Vindralek i Kaerze Szpon.

Dziś w końcu odebrał swą drewnianą obręcz od Gildii Magów. Poprosił Mistrzów Żywiołów, by wpletli w przyszłą matrycę pięć ziaren esencji żywiołu ziemi i pięć żywiołu drewna. Zapłacił za całość pracy równe 1300 srebrników.

W końcu dziś nadszedł ten wielki dzień, kiedy miał zakończyć prace nad obręczą. Patrzył z dumą na swoje dzieło. Przedmiot był piękny. Krążyła w nim silna magia. Czarodziej obserwując astralnie widział już delikatną strukturę wzorca matrycy. Od tygodnia, z wyczuciem i stanowczością zmieniał strukturę wzorca, w trudnym rytuale. Teraz obręcz spoczywała przed nim na śnieżnej chuście. Zamknął i wyciszył pokój. Zagłębił się w rytuale. Kiedy wreszcie przepuścił ostateczny strumień magii przez swój wzorzec i siłą woli wtłoczył go w strukturę przedmiotu, obręcz rozbłysła w pokoju niczym dziesiątki świec. Ten ostateczny akt magii utrwalił strukturę matrycy. Teraz Sivarius miał przed sobą obiekt swojej pracy, przedmiot z zaklętą ulepszoną matrycą.

Nie próżnował. Jak tylko odpoczął, zaczął tkać wątek do obręczy, by móc ją skutecznie używać. Zatrzymał się na piątym poziomie wątka, zbyt zmęczony, bo cokolwiek robić dalej. Łyknął chłodnego wina i zapadł w zdrowy, głęboki sen.

xxx

Krasnolud musiał wyjść. Wieczór był przepiękny, pora deszczowa chyliła się ku końcowi. Od początku Rua coraz dłuższe były przerwy między opadami. Łagodny klimat Urupy służył Dwirnachowi. Wczoraj zakończył naukę w Gildii Trenerów. Uczył gromadę młodych adeptów umiejętności ataku z rozpędu. Byli początkujący, więc dwa tygodnie pracy mu wystarczyło. Martwił się trochę o fundusze, lecz dziś odebrał zapłatę, 500 sztuk srebra.

Wyszedł by odetchnąć od płaczu małego Idharisa. Głowę zaprzątał mu Dagni. Lada dzień mieli wyruszyć do Domu Trzcin, lecz Wojownik bezustannie myślał o swoim synu. Prawie pół roku temu opuścił Urupę… Od tej pory nikt nie natrafił choćby na ślad Dagniego, a on sam się nie odezwał do rodziny. Z drugiej strony Dwirnach miał nadzieję, że jego syn żyje, tylko znalazł swoja drogę. On sam przecież, od ponad dwudziestu lat nie dał znać o sobie swoim najbliższym.

xxx

Łowca wreszcie był gotów. Lada chwila jego syn będzie miał miesiąc. Pierwsze trzy tygodnie Karam poświęcił całkowicie Tizkarze i dziecku. Bethel i Hashindar okazały się niezastąpione. Karam odczuł również ogromną sympatię i wsparcie elfów mieszkających w ich Insula, był zaskoczony jak narodziny dziecka jednoczą elfią społeczność. W głębi serca trochę było mu żal, że dziecko nie przejęło ludzkiej krwi, ale czuł też dumę, że jego syn, będzie długowieczny i wraz z Tizkarą będzie mógł kroczyć po Ścieżkach Koła Życia.

Skończył treningi nowych, czeladniczych talentów i przygotowywał się do wyprawy z Dwirnachem. Chcieli zawitać do Domu Trzcin, a potem wybrać się na Mgliste Bagna. Oczywiście krasnolud jak zwykle po drodze chciał załatwić mnóstwo innych rzeczy, lecz Karam był realistą. Odkąd przywołał ducha Idharisa minęły 3 miesiące. Nie miał wolnej chwili, by wrócić do Księgi wygnania. Nie ufał Jandarowi, a nie chciał, by księga byłą w domu w towarzystwie jego synka. Poprosił więc Kiaura, by ten przechował ją u siebie. Ksenomanta nie miał żadnych oporów by to uczynić. Wręcz przeciwnie. Dużo im pomagał jak tylko mógł. Ostatnio pochwalił się, że w ciągu trzech tygodni uzbierał ponad 350 sztuk srebra za swoje usługi medyczne. Też zamierzał opuścić Urupę wraz z nimi, skarżył się że gnuśnieje i nie rozwija swojej legendy.